piątek, 22 marca 2013

Sucha teoria, część II, czyli czas na zmiany!!

Cześć Wszystkim!

Jak obiecałam, tak robię - oto druga część Mojej Teorii Skutecznego Odchudzania.

Chciałam tylko przypomnieć wszystkim, że są to moje sposoby, które stosowałam bez porozumienia z lekarzem. Opisuję tutaj Moją Drogę, przez którą przeszłam, metodą prób i błędów. Staram się stosować do tego wszystkiego, ale nikt nie jest idealny i czasem zdarza mi się coś z pierwszej listy. Póki co, jak już wspomniałam, jem dziennie poniżej 1000 kcal. To mało, ale w odpowiedzi na komentarz z wczoraj dam pewien przykład. Pan X zjada 1000 kcal na raz, pod postacią Zestawu Big Mac Powiększonego, coli, cheeseburger'a i extra frytek. Później cały dzień już nic nie je, tylko pije kaloryczne energetyki, kawę i colę. Ja to 1000 kcal rozkładam na 4 posiłki dziennie. Owoce, warzywa, jajka, woda, nabiał, tłuszcze, itd. Przysłowiowe '5 porcji witamin dziennie'. Najadam się do syta. Nie głoduję. Trenuję codziennie, więc mam siłę. Cóż chyba najgorzej nie jest, co? :)


Ale do rzeczy...


2. Nawyki żywieniowe.

Nie zawsze te wyniesione z domu są dobre. Częściej bardziej działają na naszą niekorzyść. Owszem, są smaczne... Ale w większości bardzo niezdrowe! Na pewno każdy kiedyś usłyszał, że jeśli chce się przejść na dietę, trzeba mieć dużo pieniędzy. Nic bardziej mylnego! Jeżeli planujemy każdy posiłek, możemy nawet zaoszczędzić pieniążki i czas :) Przecież na wszystko trzeba wydać pieniądze. Czy to golonka, czy pierś kury, czy czekolada, czy owoce. Wszystko kosztuje. Dlatego ja postanowiłam: 'Ok, jak już mam wydać te pieniądze, to niech ja to zrobię z głową'. Układałam jadłospisy na tydzień, potem szukałam po wszystkich sklepach produktów i kupowałam te najtańsze i najlepszej jakości. Bardzo dobrze sprawdziła się Biedronka :)

Ale aby stworzyć taką listę, trzeba się zastanowić co może się na niej znaleźć, w jakich ilościach i jak często, a także czego absolutnie nie powinno być, ba! Niech nam to nawet przez myśl nie przejdzie!

Zacznę od rzeczy absolutnie zabronionych:
- sól,
- alkohol,
- papierosy - wiadomo, nałóg... Mnie po raz drugi udało się z nim wygrać. Ponoć naukowcy udowodnili, że palenie przyspiesza metabolizm o 10%. Ale za to szkodzi bardziej niż pomaga, dlatego lepiej używać odpowiednich przypraw i jeść z głową by radzić sobie bez palenia,
- sosy na bazie majonezu, oleju itp, dipy i inne badziewie, bomby kaloryczne po prostu,
- przetworzone tłuszcze roślinne,
- puste węglowodany - białe pieczywo, makaron, ryż, ziemniaki (niektóre diety mówią, że wystarczy jedynie ograniczyć te produkty, jednak ja z nich zrezygnowałam całkowicie, na ich miejsce wprowadzając te spod znaku pełnoziarnistych, razowych i naturalnych),
- wszelkie potrawy smażone, pieczone i duszone,
- fast food,
- potrawy przyrządzane na głębokim tłuszczu - niejednokrotnie przepalonym, starym i śmierdzącym, który jest zwykłą trucizną!!!,
- wszelkiego rodzaju zasmażki i inne mączne sosiki,
- tłuste wędliny,
- słodycze,
- słone przekąski - orzeski, chipsy, popcorn itp,
- śmietana.

A teraz wedłg mnie, przyjemniejsza część, czyli co nam wolno:
- warzywa surowe, gotowane, na parze, ale jak najwięcej surowych, wszystkie, bez wyjątku,
- owoce surowe, pieczone, suszone, rzadziej z puszki - najlepsze są jabłka, grapefruity, ananasy, kiwi, ale można jeść wszystkie, jednak z umiarem, bo jak wiadomo, mają dużo cukru,
- chleb razowy, ryż brązowy, makaron z mąki razowej, kasze, kuskus - stosować wymiennie i najlepiej raz dziennie, zależnie od limitu kalorycznego w diecie,
- chude wędliny, najlepiej drobiowe,
- sery - owszem, czasem można, na szczęście są teraz wersje light serów żółtych, bo ser ma dużo wapnia, więc należy go jeść przynajmniej dwa razy w tygodniu, jednocześnie pamiętając o kaloryczności i wadze,
- sałata - różnorodność odmian pozwala nam urozmaicać jadłospis, zwlaszcza w okresie wiosenno-letnim, kiedy świeżych smakołyków w ogródkach pełno,
- mięso - najlepiej drobiowe, grillowane bądź gotowane na parze, ostatecznie upieczone w folii w piekarniku,
- jajka,
- ryby - bogate w całą masę składników odżywczych, mniam :) na parę, na grilla, do folii,
- nabiał - mleko odtłuszczone, kefiry, maślanki, jogurty naturalne, serki wiejskie light, wszelkie produkty mleczne o obniżonej zawartości tłuszczu,
- muesli, płatki otrębowe, owsianka,
- otręby - bogate w błonnik, łyżeczka otrąb do płatków na śniadanie, pomoże wyregulować pracę jelit,
- orzechy, nasiona - bogate w kwasy tłuszczowe nienasycone, pomagają spalić szczególnie uporczywy tłuszcz z tzw. 'oponki', idealne na przekąskę między posiłkami,
- surowe oleje roślinne - olej rzepakowy jest najlepszy, najbardziej 'nienasycony tłuszczem', ale wszelkie nieprzetworzone, świeże oleje i tłuszcze są ok, bo pomagają przyswajać witaminy zawarte w pokarmach,
- przyprawy - wszelkie zioła (doniczka, ziemia, nasiona i mamy na parapecie wszystko co chcemy i kiedy chcemy :), ostre przyprawy pomagają z rozkładzie tłuszczów i przyspieszają trawienie, pieprz zamiast soli, sosy na bazie jogurtów, ale ja np robię sama sobie odrobinę majonezu raz w miesiącu, gdyż go uwielbiam i pozwalam sobie na ten występek; musztarda - najlepsza jest domowej roboty z całych ziaren gorczycy, przymierzam się do 'uwarzenia', ale na razie to tylko plany,
- herbata - zielona, czerwona, miętowa. Wybór jest ogromny, zależnie od upodobań :),
- miód - łyżeczka miodu do herbaty nie zaszkodzi, ba! Wzmacnia odporność i rozkłada się niemal natychmiast (wbrew pozorom nie na pupie  ;),
- witaminy i suplementy - lepiej się wspomagać, bo dieta odchudzająca ma to do siebie, że może dostarczać mniejsze ilości składników odżywczych jeśli się jej odpowiednio nie dobierze. Ja osobiście polecam, gdyż wg mnie dieta = trening, i w takiej sytuacji witaminki dodadzą nam siły :)

Istnieje kilka zdrowych trików, niekoniecznie odchudzających, co pomagających utrzymać zdrową dietę i szczupłą sylwetkę, mimo potknięć, które mi się zdarzają notorycznie :P

1. Jemy, aby przeżyć. Nie żyjemy po to, aby jeść. I to przede wszystkim!

2. Rano na czczo, jak i przed każdym posiłkiem, wypij szklankę wody, z cytryną lub bez. Częściowo zapełni żołądek, cytryna poprawi trawienie, a woda po prostu nawodni.

3. Nie śpiesz się - ta zasada dotyczy zarówno przygotowania posiłków jak i jedzenia. Przygotowuj odpowiednie proporcje, możesz używać wagi - ja ważę już wszystko odruchowo. Jedz bardzo powoli, przeżuwaj każdy kęs bardzo dokładnie - im dłużej jesz i dłużej przeżuwasz, lepiej strawisz i szybciej sie najesz, zjadając tym samym mniej.

4. Kup mały talerz - na dużym talerzu nawet niewielka porcja wygląda na kosmicznie małą, a na mniejszym wypełnia go praktycznie po brzegi i do mózgu dociera już informacja, że jest dużo jedzenia i na pewno nie odejdziesz od stołu głodna/głodny.

5. Staraj się jak najmniej rozmawiać w czasie jedzenia - nie chodzi mi tu o kulturę, a o zapychanie żołądka powietrzem, które łykasz podczas jednoczesnego jedzenia i mówienia.

6. I co najważniejsze, mniej naprawdę nie znaczy gorzej i to ani nie gorzej pod względem jakości, ani pod względem walorów smakowych. Stosując zdrową dietę spożywasz mniejsze porcje, mniej kalorii, niekoniecznie mając mniej w portfelu i prawdopodobnie na mniejszym talerzu. Ale efekt tego minimalizmu jest taki, że masz mniej w pupie, mniej w biodrach i mniej na wadze... Więc? Według mnie warto :)

7. Jeśli między posiłkami poczujesz głód, zapij go wodą. Uchroni nas to przed podjadaniem. Wodę pijemy bezkarnie :) w dowolnych ilościach. Należy wypijać conajmniej 2,5 litra wody dziennie. A jeśli pijesz kawę, pamiętaj, że każda kawa to dodatkowa szklanka wody.


Jak słusznie zauważyła Gosia, moja Przyjaciółka z lat szkolnych, ważne jest postanowienie, że przechodzi się na dietę. Jednak każda dieta kiedyś się kończy. Ja zmieniłam swój styl odżywiania. Bo dieta to takie ogólne i nudne pojęcie. I nie mówiłam sobie, że chcę schudnąć np 25 kg. Nie. Ja powiedziałam sobie, że zejdę poniżej 55 kg.


Warto zainwestować w parowar, blender i grill elektryczny, ja posiadam wszystkie te cacka i ułatwiają mi życie niesamowicie :)

To chyba na tyle, w razie pytań - pytajcie :)

W trzeciej i ostatniej części teoretycznej, opowiem Wam o moich treningach, planowaniu posiłków, jadłospisach i organizacji czasu. A od poniedziałku zacznę opisywać i obfotografowywać moje posiłki, ćwiczenia, wszystko związane z odżywianiem, ale także będę pisać o zwykłych 'pierdołach i duperelach' - zakupach, pogodzie, sytuacjach i innych.

Tymczasem życzę dobrej nocy i miłego poranku - u mnie jeszcze przed 12 :P

Ciao! :)

4 komentarze:

  1. I tak sobie czytam i okazuje się, że dużo z tego wiem, a jakoś brakowało chęci żeby to przełożyć na swoje życie.. Teraz już nie brakuje, bo wiem, że komuś się udało i tak samo mnie może się udać, bo czuję się dopingowana przez kogoś.. Dzięki Anka :)
    gosia

    OdpowiedzUsuń
  2. hej kochana,ja własnie popełnilam ten błąd bo postawilam sobie granice ze chce schudnac 30 kilo,i wogooe myslalam ze to bedzie chop siup i 30 kilo z tylu w 2 miesiace,na razie mam za soba 11 kilo po 2 miesiacach zmagania i czasem tak mi sie wydaje ze stoje w miejscu,ale dzięki tobie mam motywacje,na prawde bardzo sie ciesze ze tu jestes:))))))))))))))))marta

    OdpowiedzUsuń
  3. ja z kolei postanowiłam nie stawiać sobie takich celów że np.30kg tylko małe :) szybciej się to dzieje albo przynajmniej takie jest wrażenie ale przynajmniej częściej sie człowiekowi mordka cieszy że osiągnął sukces :) stawiam sobie granice co 5kg...już jest mnie mniej o 6 :)

    OdpowiedzUsuń