Dzień Dobry znowu! :)
Jeden post już jest - jeszcze ciepły - teraz standardowo menu. Dziś u Grzeniów zjadłam kilka paluszków Juniorków - uwielbiam je, są takie słodziutkie... Nie zaszkodzą z pewnością, ba, już je pewnie spaliłam :P
A jak dziś u mnie w grafiku? Tak oto:
I śniadanie:
- herbata zielona i woda z cytryną,
- ryż brązowy z wczoraj, posmażony na suchej patelni, z jajkiem, przyprawiony solą, około 210kcal.
II śniadanie:
- herbata u Grzeniów - zielona z grapefruit'em,
- około 30 g paluszków, ok. 110 kcal,
- czerwony grapefruit, około 100 kcal,
Obiad:
- herbata zielona i szklanka wody z cytryną,
- 150 gram piersi z kurczaka, około 150 kcal,
- 3 szparagi, około 15 kcal,
- 120 g kuskusu z curry, około 160 kcal,
- surówka: mieszanka sałat - dwie garści, 45 g czarnych oliwek, około 70 kcal,
- sos do sałatki - olej rzepakowy, czosnek, woda, ocet jabłkowy, przyprawy, około 70 kcal.
Wszystko przygotowane - wykałaczek nie użyłam, w idei były rolady, a wyszło co wyszło...
Piersi przecięłam w środku i rozłożyłam na desce. Popieprzyłam, pochilliowałam, poczosnkowałam i włożyłam 3 niewielkie, przekrojone na pół szparagi. Miałam zawijać, ale się nie dało. Więc zawinęłam w folię przezroczystą :)
Ułożyłam na tackę i nastawiłam parowar na pół godziny. Teraz nadszedł czas, na kuskus.
Nasypałam do 'swoich kubeczków' po 20 g i przyprawiłam curry. Mój TŻ nie lubi curry. Jemu nasypałam więcej kaszki. Zalałam wrzątkiem, a przed podaniem wstawiłam na chwilę na parowar.
10 minut przed końcem zdjęłam folię z roladek i posypałam je z wierzchu pieprzem i jakąś mieszanką z młynka. Czas na zieleninkę!
Nic prostszego. Sałata - uwielbiam rukolę ^^ Oliwki. Dressing ba bazie oleju, octu i wody. Sypałam co miałam pod ręką i dodałam ząbek czosnku.
A oto efekt końcowy. Smakowało bosko. Porcja w sam raz, na małym talerzu. Na pewno na stałe zagości w moim menu :)
Podwieczorek:
- woda z cytryną, herbata czerwona,
- jabłko, około 70 kcal.
Kolacja:
- woda z cytryną, herbata pokrzywowo-miętowa,
- odżywka Promax, 120 kcal.
Obiadek był meeeega :D Jutro znowu ryba - tym razem z piekarnika w folii :)
I oczywiście melduję, że zarówno hula-hop, Turbo Fire, jak i Squat Challenge zaliczyłam! :D Położyłam się spać przed 1, ale warto było. Dziś dzień drugi, 40 minut z Szaliną, 20 minut hula - bolą boczki trochę - i 55 przysiadów. Jak mówi kolega Mojej Ali z tv:
- Drużyno, damy radę?
- Tak! DA-MY RA-DĘ! :D
3majcie się cieplutko Wszyscy :) Widzimy się jutro :)
Wasza Ania ♥
P.S. Jeżeli Macie jakieś specjalne życzenia, prośby, pytania, związane z jedzeniem bądź czymkolwiek innym, chętnie odpowiem :)








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz