wtorek, 16 kwietnia 2013

Mniam.

Dobry wieczór :)

Jak się macie? Mam nadzieję, że pogoda jak i humor dopisuje Wam tak jak i mnie :)

Obiecałam pyszny post, więc oto i on. Na śniadanko było musli z jogurtem naturalnym, po drodze jabłuszka i kiwi, a na obiad dałam się ponieść fantazji i z prawie pustej lodówki wykrzesałam smakowity kąsek. Lubię takie eksperymenty :) Co znalazłam w lodówce? Kilka pieczarek, por, brokułki, jajka, humus, musztardę francuską. Z półeczki wyjęłam resztkę kaszki kuskus. Najpierw podsmażyłam na suchej patelni warzywa, podlałam wodą, dodałam kuskus. Jak kuskus 'wypił' wodę, wbiłam 2 jajka, dodałam przyprawy które akurat miałam pod ręką i smażyłam do momentu, aż jajko trafi w mój gust, tzn. aż białko się zetnie a żółtko będzie jeszcze półpłynne. Na miseczkę położyłam humus o smaku grillowanej papryki, odtłuszczony o 30%, ułożyłam 'patelniowe hajla-bajla', dodałam łyżkę musztardy i nawet nie wiem kiedy, a wszystko zniknęło. Niebo w gębie!




Może wyglądem nie zachwyca, ale za to jak smakuje.... mnniiiiiaaaaamm! :D Nie wiem nawet ile to miało kalorii, ale z pewnością nie zaszkodzi mi w najmniejszym stopniu ;)

A dziś już 15 dzień A6W za mną. W sobotę mierzenie. Powiem Wam, że weszłam w bardzo intensywny okres dokonywania ostatecznych zmian. Nareszcie! Bo przecież już niedługo wielki dzień. Dzień, w którym 'Nowa Stara Ja' dokona coming out'u :) Pracuję ciężko nad akceptacją i pokochaniem swojego nowego ciała, w którym nie tak znowu dawno temu mieszkało dziecko. Moje Dziecko. Dziecko, które kocham nad życie. Jestem świadoma, że nic już nie będzie takie jak kiedyś. Bo ciąża i macierzyństwo pozostawia niezmywalny ślad na ciele każdej kobiety. Ale o tym kiedy indziej. Tymczasem zmykam pod prysznic i spać :)


Pozdrawiam Was Wszystkich ♥


Ania.

niedziela, 14 kwietnia 2013

Weekend. Mierzenie. Przeziębienie.

Hej :*


Przepraszam Was, że ostatnio zaniedbałam bloga. Niestety, nie jestem robotem i muszę kiedyś spać, przyjmować gości - a o tych nie trudno podczas weekendu, leczyć kaca. Taaak, przyszli Grzenie, była sałatka z brokułami i fetą i musujące winko białe :P odchorowałam, przebolałam, treningu nie zaniedbałam, ale teraz za to wzięło mnie jakieś katarzysko i inne pieruństwo :/


W piątek spełniłam swoje kolejne marzenie, ale na razie jest ono tajemnicą. Więc Marteczko - nie wygadaj :P

W czwartek się pomierzyłam i zważyłam. Biceps poszedł o 1 cm w dół, za to nie wiem jakim cudem w biuście poszło 5 cm w górę :D inne wymiary bez zmian. Waga spadła o nieco ponad pół kilo, co w 10 dni jest wg mnie w końcowej fazie odchudzania wielkim sukcesem. W zasadzie miałam zamiar schudnąć jedynie do 55 kg. Ale pewnie nie jedna z Nas już się przekonała, że czasami mimo osiągnięcia celu, chce się więcej i więcej. Ja zechciałam więcej, a w zasadzie mniej o jeszcze 2 kg. I za dokładnie 200 dag będę powolutku, zwiększać kaloryczność posiłków. Nawet, jeśli mimo moich starań kilka kilogramów wróci, to i tak będę ważyć w normie, chociaż podejrzewam, że około 2 kg mięśni mi przybędzie lekko :)

Jadłospis się za wiele nie zmieni, porcje nadal będę bardzo małe, bo nie mam ochoty rozciskać sobie żołądka na nowo. Na śniadanie uwielbiam owsiankę z miodem ^^ I przez ostatnie dni jadałam właśnie albo owsiankę, albo musli z jogurtem naturalnym. I właściwie do obiadu mogłabym nic nie jeść, ale zawsze z Alą wcinamy jabłuszka na przekąskę :) Na obiadki ostatnio były przeważnie zupy, bo Malutka miała spadek apetytu, a zupkę wcina zawsze aż miło. Jutro będzie rosół, pojutrze zrobię pieczarkową z rosołu. Od kilku dni chodzi też za mną kapuśniak i chyba w końcu się za niego zabiorę.

W ten feralny piątek zrobiłam naprawdę pyszną sałatkę. Zapytałam Grzenia czy chce przepis, a on na to, że nieee, na pewno będzie na "Kuchni w rozmiarze S". Ale niestety nie zrobiłam zdjęć, bo ani się obejrzałam, TŻ z Grzeniem wszystko pochłonęli. Co prawda Grzeniu proponował, żebym zrobiła zdjęcie jego nadgryzionej sałatki, jak to stwierdził: "Tu się poprawi, tu się brokułka na wierzch położy i będzie zajebiście". No ale niestety. Jednak przepis Wam zdradzę, niech idzie w świat:

- surowy brokuł, około 1/4 średniej główki,
- kilka rzodkiewek, 
- ser feta,
- pomidorki koktajlowe,
- 3 jajka na twardo,
- cebula,
- ogórek zielony,
- oliwki czarne,
- sos: czosnek, ocet jabłkowy, jogurt naturalny, przyprawy do wyboru, do koloru, olej rzepakowy,
- grzanki czosnkowo-paprykowe - ja miałam akurat tylko białe pieczywo, ale z ciemnego są wg mnie smaczniejsze i oczywiście bardziej fit. Chlebek kroimy w kostkę, wkładamy na rozgrzaną patelnię z odrobiną oleju, przyprawiamy i smażymy do zarumienienia często mieszając.

Jakiś czas temu napisała do mnie Moja Żona z LO, Kasia. Wysłała mi link do zdjęcia, po obejrzeniu którego jak to stwierdziła, że "to mi się pewnie spodoba", a oto to zdjęcie:

So fucking true!!!!!!! :D

I tym optymistycznym akcentem, żegnam się z Wami. Lecę po raz trzeci dzisiaj "trzaskać szóstkę", brzuszki i nożyce :) Postaram się częściej tu zaglądać, ale pogoda jest tak piękna, że aż żal siedzieć w domu przed komputerem! Więc nie martwcie się, w tym kraju nic co piękne nie trwa zbyt długo i pewnie za kilka dni znowu zacznie lać jak z konewki...


Pa :* Ania.


P.S. Polubcie Mnie proszę na Facebook'u :) Oto link :) Dziękuję.

wtorek, 9 kwietnia 2013

24.

Dzień doberek :)
Zawsze zastanawiam się, ile osób tak naprawdę pamięta o moich urodzinach. Bo np po wyłączeniu info na portalach społecznościowych na pewno nie dostawałabym całej masy życzeń. Ale łechce to miło na serduszku :)
Na śniadanko dziś mniam owsianka na 1/2szklanki mleka i 1/2szklanki wody. Z łyżką miodu :D UWIELBIAM!!! Tanio, smacznie, zdrowo i dietetycznie :)
Na obiadek najadłam się owoców, bo zmarudziłam troche na mieście, ale to nic, bo przewiduję na dziś jakiś słodycz wieczorkiem, jak TŻ wróci z pracy. Niuni zrobiłam frytki, a niech je, jak lubi ;) Jej nie zaszkodzi, a dla mnie to niezły sprawdzian silnej woli. I powiem Wam, że silna ta moja wola :D
Wczoraj po południu mnie wzięło na ciasteczka z otrębów. No i zrobiłam. A zrobiłam je tak:
- 4 łyżki otrębów owsianych,
- białko jajka,
- niewielka garść rodzynek,
- 2 łyżki mleka,
- łyżka miodu,
- aromat waniliowy i śmietankowy - po kropelce,
- sezam, dynia, słonecznik, orzeszki pini - na wierzch ciasteczka.



Wszystkie składniki mieszamy razem. Jeśli masa wychodzi zbyt rzadka, dosypujemy otębów. Układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na około 15 minut. Pychotka!

Malutka zasnęła, więc rozkładam matę i biorę się za ćwiczenia. Dzisiaj już 8 dzień A6W. Jest moc. Są efekty. Mordka się cieszy :D


Do zobaczenia jutro Kochani :*


Ania.

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Każdy nowy dzień przybliża mnie do osiągnięcia celu.

I z każdym nowym dniem widzę, jak moje ciało się zmienia i zaczyna mi się bardziej podobać.
 
 
Witajcie!
 
Jak się czujecie? Wiosna już u Was jest? U mnie owszem, piękna pogoda, niedługo nadejdzie czas, aby zrzucić zbędne ciuszki i wyciągnąć z szafy sukienki, spódniczki, koszule itp :) Nie lubię zimy tylko i wyłącznie dlatego, że trzeba się tak grubo ubierać i wszyscy wyglądamy wtedy jak misie polarne :D
 
Pyszny obiadek dziś był, mimo pustek w lodówce spowodowanych zbliżającym się rozmrażaniem, ze smakiem wcięłam taka oto kombinację:
 
- około 120 gram kaszy kuskus, ok. 160 kcal,
- jajko smażone na suchej patelni z przyprawami, około 70 kcal,
- kawałek piersi z kurczaka na parze, około 40 kcal,
- surówka: łyżka oleju rzepakowego, pół średniego pomidora, 3 rzodkiewki, pół cebuli, około 110 kcal,
 
 
Jestem już po dwóch seriach A6W, 200 półbrzuszkach i 200 nożycach. A6W rozdzielam sobie po serii na rano, południe i wieczór, bo za jednym razem z Alą obok nie dałabym rady ze śmiechu, a uwierzcie, jak Ala robi brzuszki to niema chu*a we wsi :D
 
Dziś specjalnie dla Marty, załączam linki do ćwiczeń, które lubię, z których wymiennie korzystam i które bardzo sobie chwalę. Stosuję je wymiennie, bo jak wiadomo, nuda i monotonia jest największym wrogiem motywacji, systematyczności i wąskiej talii ;)
 
Ćwiczenia z Tiffany Rothe - z tą Panią ćwiczę głównie brzuch, bo właśnie na tej partii się skupiam.
 
Ćwiczenia z Fitappy - ma dziewczyna szczęście. Trening w pięknej pogodzie na tle Hollywood :D
 
Turbo Fire - niestety, na youtube nie znajdziemy raczej filmików instruktażowych, ale można je ściągnąć z chomika bądź innych pobieraczków. Ja bardzo lubię TF, najbardziej HIIT'y, jak tylko mam więcej czasu to trenuję :) Codziennie wieczorem ćwiczę ABS10 z TŻ. A jak już On ze mną coś trenuje, to znaczy, że to jest dobre :P
 
Mel B - mam, aczkolwiek jeszcze nie ćwiczyłam. Może dziś przetestuję. Oczywiście ćwiczenia są na yt.
 
8 minut ABS, level 1 - ćwiczenia na wszystkie partie mięśni brzucha.
 
8 minut ABS, level 2 - to samo co wyżej, ponoć wyższy poziom trudności, nie wiem. Jeszcze nie próbowałam :P Ale wypróbuję.
 
W miarę możliwości czasowych staram się biegać. Spaceruję dużo codziennie, około 1,5 godziny, z wózkiem lub bez, cały dzień w ruchu ogólnie, więc centymetry lecą :)
 
Jeszcze tylko 4 dni z dzisiejszym. 4 dni i ważenie, mierzenie, zdjęcia i....coś jeszcze. Ale nie powiem co :) Dowiecie się o tym w ogóle dopiero po ukończeniu A6W i innych ćwiczeń zaplanowanych na kolejne 36 dni. Przy okazji chciałam Was zapytać, czy znacie jakieś sposoby na ujędrnienie skóry? Przetestowałam już dziesiątki kremów, balsamów, olejków, mam nawet na sobą GUAM. Peelingi, body wrapping, szczotka na sucho. Efekty są, ale może macie jakieś pomysły? :) Chętnie przygarnę.
 
I zupełnie nie wiem co mam zrobić sobie jutro na obiad... Chyba zrobię muffiny z otrąb, albo może jutro sobie zgrzeszę całkowicie i zamówimy urodzinową pizzę, albo chińszczyznę. Nie wiem całkiem...
 
Lecę odpocząć trochę, pozmywać i znając życie nie zdążę skończyć, a Mała wstanie. Byłyśmy u lekarza. Nic poważnego, dawać paracetamol i bardziej nie przeziębić :)
 
 
3majcie się :*
 
 
Ania.
 

niedziela, 7 kwietnia 2013

Za gruba dla chudych, a dla grubych, za chuda!

Cześć.
 
 
Niestety moja Ala chora. Nic wielkiego, katar i gorączka ,ale wymaga więcej uwagi i rosołu na obiad - bo jak wiadomo, rosół świetnie poprawia nastrój w czasie choroby :)
 
 
U mnie za to rewelacja. Ćwiczenia dają niesamowite efekty. Póki co nie wchodziłam na wage i nie sprawdzałam wymiarów, ale widzę, że się dużo zmienia :) Dietka jest pyszna, ryż, kurczaczek + codziennie inna surówka dla urozmaicenia. Dużo owoców, wody i herbaty zielonej.
 
 
Chciałam Wam jeszcze coś powiedzieć. Otóż ostatnio dostałam komentarz, że jestem "nienormalna, katuję się, wpadnę w bulimię i anoreksję, że jeśli to robię dla faceta to nie jest mnie wart i widać lubi obijać się o kości". Komentarz usunęłam, nie dlatego, że nie jestem odporna na krytykę. Co do anoreksji i bulimii. Te dwie choroby mogą dopaść każdego z Nas. Do mnie też się dobierały i pewnie dobierają wciąż. Ale ja mam dla kogo żyć i chcę żyć. Nie chcę wyglądać jak wieszak. Nawet nie chcę mieć całkiem wychudzonego brzucha, bo wg mnie, brzuszki są seksy :D Więc Drogi Anonimku, kimkolwiek jesteś - odchudzam się, by wyglądać tak, jak sobie to wymarzyłam. By czuć się lepiej. By podczas spaceru nie łapała mnie zadyszka, jak pewnie Ciebie łapie, bo na ogół grubi dokuczają chudym, a chudzi grubym. Odchudzam się też dlatego, że ludzie śmiali się ze mnie, wytykali palcami, mówli, że jestem wiecznie w ciąży. Jeśli widzisz coś złego w zdrowym i racjonalnym odżywianiu, w regularnych treningach i dbaniu o wygląd, to dalej jedz śmieci leżąc na kanapie i trenuj przełączanie kanałów w tv. A ode mnie się zwyczajnie *********. Dziękuję za uwagę.
 
W UK wiosna na całego. Słonko świeci, ale co z tego, skoro wieje wściekle i właśnie przez ten wiatr Malutka chora :/
 
Lecę dalej do rosołu i ryżu, później potrenuję, wieczorem Mel B abs i Tiffany Rothe, no i oczywiście Szalona Szalina :D Za pięć dni znowu będę robić pomiary wagi i obwodów i zdjęcia. Już się nie mogę doczekać. A na piątek mam umówioną wizytę w pewnym miejscu, ale o wszystkim dowiecie się właśnie w piątek :) We wtorek TŻ pewnie przyniesie mi coś pysznego, bo właśnie we wtorek zostanie mi 6 lat do trzydziestki. Jak ten czas leci... Pewnie będzie to tak wyglądało:
 
 
 
Mam nadzieję, że u Was też wkrótce zawita wiosna.
 
 
Pozdrawiam - Ania :*




czwartek, 4 kwietnia 2013

Znów szaro i buro.

Cześć :)
Pogoda niestety postanowiła znowu się zbuntować, a najśmieszniejsze jest to, że dzieje się tak za każdym razem ,gdy TŻ ma wolne. No trudno, jakoś przeżyję. A jak Wy się czujecie? Ja dziś czymś Wam się pochwalę :) Wczoraj po treningu zważyłam się, zmierzyłam od gory do dołu i coś Wam powiem. Najlepszym motywatorem jest porównanie wyników! A oto moje:
25 marzec, 2013 - 3 kwiecień, 2013 - różnica
- waga - 54,5kg - 53,8kg - 0,7kg
- obwód klatki piersiowej - 80cm - 75cm - 5cm (tego akurat nie lubię!! :/ )
- talia - 69cm - 68cm - 1cm
- biodra - 86cm - 85cm - 1cm
- biceps prawy - 25cm - 26cm - +1cm (poszło na masę :D )
- udo - 50cm - 49cm - 1cm
Niby nie dużo, ale do wielkich rzeczy dochodzi się małymi kroczkami :) Waga teraz będzie coraz mniej spadać, może nawet pójdzie w górę, kiedy tłuszczyk zamienię w mięśnie. Zdjęć póki co Wam nie pokażę, bo szykuję niespodziankę, ale o tym kiedy indziej :)
O północy zjadłam z TŻ'tem muffinkę urodzinową, ale dziś dzielnie unikam ich jak ognia. Na szczęście resztę zabieramy do Grzeniów, zjedzą do kawki :)
A oto i one:
Taaak, TŻ osiągnął wiek Chrystusowy, ale wyjątkowo go nie ukrzyżuję, chociaż czasem mu się należy :P Jak następnym razem będę robić muffin, zmodyfikuję przepis tak, by jedzenie ich nie przyprawiało nas o wyrzuty sumienia :D
Muffinki muffinkami, ale obiad dziś był pyszny, skromny, ale jeden z moich ulubionych. Mianowicie:
- 120g uparowanego brązowego ryżu basmati, około 140 kcal,
- surówka - mały pomidor, 10 platerków ogórka, 6 plastrów cebuli, przyprawa z młynka, około 50 kcal,
- jajko usmażone na suchej patelni, około 70 kcal.


Zjadłam ze smakiem. A teraz korzystając z okazji, że Ala śpi, biorę się za brzuszki i Tiffany :) Będzie mniej do zrobienia wieczorem :)

Nie wiem czemu nie wyskakuje mi tabelka edycji przy dodawaniu zdjęcia :/ Nie mogę powiększać, co dziwne, pierwsze zdjęcie zawsze z tabelką. Hm. Zapytam Wujka G. :P


Oczywiście motywacyjnie dodaję zdjęcia z serii motywatorów i success stories:









Lecę tymczasem sprawiać, by tłuszcz na mym ciele zapłakał. Bo aktywni fizycznie się nie pocą. To tłuszcz wyje z żalu, że musi odejść :D



Do jutra :*


Ania.

środa, 3 kwietnia 2013

Inspiracje.

Dobry wieczór :)
Jak się macie? U mnie wiosna na całego :D No, może poza tym, że strasznym zimnem wieje. Zawalam ostatnio moje obiadki, wiem... Ale dziś to mam konkretne usprawiedliwienie, bo jutro urodziny TŻ'ta. I biegałam po mieście w poszukiwaniach inspiracji. Pozostałam przy tradycyjnych muffinkach, jednak tym razem upiekłam sama. Skosztowałam! A jakże, maleńki gryzek. Pyszne wyszły :D Jutro też skubnę.
A cóż dalej z dietą? Otóż ograniczenie budżetu ograniczyło mi znacznie pole do popisu. Ryby będą rzadko, bo bardzo drogie, chyba że coś znajde na promocji. Suróweczki są obowiązkowe. Ale rolą główną odegra brązowy ryż i piersi z kurczaka. Zdawac by się mogło, że nuda i monotonia. Nic bardziej mylnego. Jest tyle przypraw, tyle warzyw na surówki, zamiennie z ryżem będę stosować kuskus i kasze. Czyli ogólnie dużo białka, mało węglowodanów, a to oznacza, że pójdzie w mięśnie, a nie w boczki :P
Po wczorajszym treningu, który trwał blisko godzinę, czuję się świetnie. TŻ będzie trenował ze mną brzuch. Stwierdziliśmy, że nie ma takiej opcji, żeby w końcu nie uporać się z tą przeklętą A6W! Robię też 10 minut ABS z Turbo Fire, mam 7 filmików na trening brzucha z Tiffany Rothe - na każdy dzień tygodnia inny, dwa razy w tygodniu Fire 30 z Turbo i 5 razy HIIT'y. Dodatkowo 3xdziennie po 100 półbrzuszków w jednej serii i 100 nożyc w kilku seriach. To tylko 42 dni. Mało, ale jednak dużo. Zależy jak na to spojrzeć. Jednak za każdym razem, kiedy mam ochote odpuścić, pomaga stary, dobry i niezastapiony Wujek Google :)




Jutro będę się musiała poważnie zastanowic nad muffinkiem :P

Oglądałyście dziś Top Model? Bo tak mi się przypomniała Ania... W ogóle ten program daje mi porządnego kopa w dupe :D





 Powiem Wam jeszcze, że mam nadzieję, że za 42 dni sama będę mogła zamieścić tutaj podobne zdjęcia :) :





I to by było na dzisiaj na tyle. Lecę ćwiczyć, potem wskakuję na wagę, mierzę się, robię zdjęcia, pod prysznic, smarowanko i spać :) Aaa, jednak nie. O północy TŻ'towi zaspiewam sto lat i utuczę go muffiną :) Jutro Wam pokażę, jak wyglądały :)


Trzymajcie się ciepło, w ten mróz.


Ania.

wtorek, 2 kwietnia 2013

Kwiecień miesiącem siódmych potów i wyrzeczeń.

Witajcie!
Dziś widok zza okna wprawia mnie w zachwyt. Zastanawiam się tylko, jak długo w tym Kraju Dżdżu i Chmur będzie pięknie i słonecznie. A jak Wy się macie? Pewnie u większości z Was śniegu po kostki. Szczerze mówiąc, dziś jest taki dzień, w którym nie chciałabym się z Wami zamienić miejscem zamieszkania :D
Niestety, makaronu znów nie było. Była pomidorowa z wczorajszego rosołku. Jutro Małej i TŻ'towi zrobię spaghetti, a sobie zapodam zieleninką :)
Muszę Wam się do czegoś przyznać. Niektórzy z Was, już wiedzą, że planowałam dac się pokroić. A konkretnie brzuch. Znalazłam lekarza, wysłałam mu zdjęcia, a lekarz powiedział, że on nie zrobi mi operacji, bo nie chce mnie okaleczyć. Oj, to był dopiero kop w dupe. Znaczy, że wszystko da się osiągnąć. Potrzeba tylko czasu. Nie chcę mieć sześciopaka, jak u Pudziana. Lub jak u tej dziewczyny, bleee :/ :

 Chcę mieć jędrny, seksowny, gładki brzuszek. O taki mniej więcej:
 Taki, jakiego nigdy nie miałam. Wiem, że rozstępów nie da się pozbyć żadnymi kremami, ale ja po pół roku regularnych peelingów i kremowania stwierdzam, że warto było czekać. Rozstępami się zresztą nie martwię, tylko ten brak elastyczności wręcz mnie doprowadza do ciężkiej nerwicy! Chociaż jest lepiej niż było. Systematyczność. To przede wszystkim. I konsekwencja. Motywacja. Żadnych wymówek. No fucking excuses!

Nie ma, że boli. Poboli i przestanie. A efekty będziemy z dumą podziwiać :D
I z racji tego, że Święta już za nami, a do następnych daleko i wakacje tuż tuż, dokładam sobie dodatkowy trening brzucha. Turbo Fire dalej będę robić, tyle, że program na trzy miesiące, czyli tak akurat :) Z hula muszę póki co zrezygnować, bo zrobił mi się na miednicznej guz :/ Przysiady przez Świąteczne zaniedbanie przerwane zaczynam od nowa. Rozważam kolejne podejście do A6W, może namówię TŻ'ta, we dwoje raźniej. Raz dziennie 10 min ABS. Raz dziennie ćwiczenia z Tiffany Roth. Jakoś tydzień temu dokładnie się zmierzyłam i dziś znowu się zmierzę. Będę to robić co tydzień. A jak mała pójdzie spać, zrobię tabelkę i dziennie będę meldować :) Na dzień dzisiejszy czuje w sobie dużo siły. Wiem, że dam radę. Już tyle osiągnęłam, a teraz osiądę na laurach? O nie! Co to to nie :D
Tymczasem zmykam, bo mnie jakoś tak zaczęła energia od środka rozsadzać :P
3majcie się!
Ania :*


poniedziałek, 1 kwietnia 2013

I po Świętach :)

Witajcie Kochani!

Jak się czujecie po Świętach? Brzuszki pełne? Lenistwo weszło w nawyk? U mnie obyło się bez rewelacji, jakoś tak poddałam się tym wszystkim przysmakom - oczywiście z umiarem. A przysmaki były, oj byyyły... Tiramisu ^^ Odchudzone o około 900 kcal - zamiast cukru dałam słodzik i wanilię :) Pieczeń wołowa - uwielbiam, zjadłam ze smakiem. Suróweczki, sałateczki, owoce, duuuużo wody i zielonej herbatki i wyglądam tak, jakby Świąt nie było :D Niestety, ćwiczenia zawaliłam totalnie. Brak czasu to nie jest dobra wymówka, ale nadrobię to z nawiązką. Grzeniu powiedział, że będzie ze mną biegał. Coś nie chce mi się wierzyć :P

Dziś jednak ponadprogramowo oczyszczałam się jabłuszkami, herbatkami i wodą. Jutro na obiad będzie planowany makaron sprzed Świąt, jednak nie z rybą, a z warzywami. Tak jak wspomniałam ostatnio, będę Wam opisywac tylko obiadki, a w razie gdybym na śniadanie lub inny posiłek wymyśliła jakieś pyszne i zdrowe jedzonko, natychmiast Was o tym poinformuję :)

Mam do Was pytanie: czy lubicie Święta? Którekolwiek.
Otóż ja nie lubię. Święta zawsze uszczuplają o niebotyczną sumę mój i tak cienki portfel. Staramy się wszyscy zaoszczędzić jak się tylko da i na czym się da, ale te Święta... Dobrze że są tylko raz w roku :P Jutro muszę zrobić listę produktów, które mam w szafkach i z nich kombinować obiadki jak najtańszym kosztem. Jest ryż, makarony, kasze, otręby, mnówstwo przypraw, a w lodówce warzywa, kiszona kapusta, mięsko, jajka i baaaardzo dużo marchewek. Wyobraźnia i inwencja twórcza będzie pracować na najwyższych obrotach, ale postanowiłam, że przez ten tydzień na jedzenie wydam jedynie 50 funtów :)

A właśnie! Na pewno też macie jakieś fajne pomysły na obiadki :) Podsuńcie mi coś czasem. Zainspirujcie. Lubię wyzwania - oczywiście obowiązkowo tanio, zdrowo i niskokalorycznie :)

No ta, ale ja tu gadu gadu, a trzeba się ogarnąć. Trening brzuszka, szybki prysznic, peeling, kremy, balsamy, ciepłe łóżeczko i spaćku.


Do jutra! Ciao :*


Ania.