sobota, 30 marca 2013

Święta, Święta...

Cześć Wszystkim :)


Wpadam na szybko, bo jak wiadomo nie od dziś, przygotowania do Świąt i samo świętowanie pochłania dużo energii, ale i czasu. Mi tego dtugiego wiecznie brakuje, dziś nawet obiadu nie robiłam, ale na szczęście zdążyłam jajka poświęcić.


Pewnie Każda/Każdy z Nas odrobinę w okresie Świąt zaniedba i dietę i ćwiczenia, co jest normalne. Ja także na więcej sobie pozwolę, ale po Świętach bierzemy się ostro do roboty! Stwierdziłam, że od poniedziałku będę publikować jedynie obiady, bo śniadania i inne posiłki zazwyczaj jadam podobne.


Wczoraj na wieczór przyszedł znowu Grzeniu i zrobiłam na szybko sałatkę nicejską 'po mojemu' z wędzonymi anchois. Sałatka jest bardzo pożywna i smaczna, składników wystarcza na 4 porcje, a w jednej porcji jest około 310 kcal.

Sałatka:

- 2 żółte papryki
- 4 pomidory
- cebula
- 30 dag fasolki szparagowej, ugotowanej al'dente
- 2 jajka na twardo
- 10 dag czarnych oliwek bez pestek
- 10 filecików anchois
- liście sałaty lodowej

Sos:

- 3 łyżki oliwy
- 3 łyżki octu jabłkowego
- łyżeczka musztardy dijon
- łyżka soku z cytryny
- bazylia, oregano, pietruszka, ząbek czosnku, pieprz cayenne
- świeżo mielony pieprz


Warzywa myjemy i jajka kroimy w kostke lub w paski. Sos mieszamy osobno. Wszystkie składniki łączymy razem i mieszamy. Można też układać sałatkę warstwowo. Ja jednak wymieszałam. A oto efekt końcowy:




Jeśli ktoś nie lubi anchois, można dodać np tuńczyka lub inną rybkę, kwestia gustu.


Tymczasem zmykam dalej do kuchni działać. A z okazji Wielkanocy chciałam Wszystkim życzyć radości, spokoju i szczęścia. No i oczywiście miłości :) A w Lany Poniedziałek przede wszystkim ładnej pogody :)




Pozdrawiam i całuję - Ania :*



P.S. Od wczoraj jestem narzeczoną ♥

piątek, 29 marca 2013

Krótko, zwięźle i na temat :)

Witajcie :)

Wczoraj niestety trochę sobie pofolgowałam ciasteczkami, ale nie przejmuję się tym wcale, gdyż przez najbliższy miesiąc będę mieć obrzydzenie do wszekich słodyczy. No, może z wyjątkiem mojego wyszczuplonego o 1000 kcal świątecznego tiramisu :D

A jak Wy się czujecie? Jak Wam idą porządki i przygotowania do Świąt? Ja dziś mam młynek, nawet obiad robiłam na szybko, nie zdąrzyłam porobić fotek, ale to nawet chyba lepiej, ograniczę ilość zdjęć, bo Mała mi czasem psuje szturchnięciami ujęcia :P

Z racji tego, że dzisiaj Wileki Piątek, było postnie.

I śniadanie:

- dwa jabłka zielone, małe, około 100 kcal,

II śniadanie:

- tylko woda i herbata czerwona,

Obiad:

- kotlety z jajek, dwie sztuki, skład: (porcja na 6 kotletów) 6 jajek na twardo, jedno jajko surowe, dwie łyżki otrębów owsianych namoczonych w pół szklanki chudego mleka, łyżka schych otrębów pszennych, cebula, czosnek, przyprawy; na dwa kotlety wyliczyłam około 220 kcal, smażone na suchej patelni,
- surówka z kiszonej kapusty z cebulką i marchewką, doprawiona łyżką oleju, pieprzem i słodzikiem, 200 g, około 100 kcal,


Podwieczorek:

- herbata zielona,

Kolacja:

- odżywka, 120 kcal.


Grzenie nas dziś odwiedziły, Grzeniu kotlecika wszamał ze smakiem :) Robiłam je po raz pierwszy, ale wyszły pyszne. Przypomniały mi się szkolne obiadki, echh... ^^


Jutro rybnie - eksperyment makaronowo rybny przeprowadzę, zobaczę co z tego wyjdzie :D I ukręcę tiramisu light, mniam mniam :)


Trzymajcie się ciepło :*


Ania.



P.S. Zamiast otrębów zwykle się dodaje namoczoną w mleku czerstwą bułkę :) A jeśli masa wychodzi za rzadka i boimy się, że kotlety w czasie smażenia się rozpadną, dosypujemy bułkę tartą. Pozdrowienia dla Grzenia ;)

czwartek, 28 marca 2013

Najgorzej jest przed...

Hej :*

Jak Wam mija dzień? U mnie w zasadzie średnio... Zbliżają się te dni i mam niesamowitą ochotę na słodycze... Na szczęście w domu nie mam ich za wiele :P Wczoraj biegałam około 40 minut, później 65 przysiadów i po 10 min na hula. Pod względem ćwiczeń jest dobrze. Pod względem kalorii jest też dobrze. Ale pod względem zachcianek jest masakra :/ Dam radę. No pewnie, że dam :) A nawet jak nie dam rady, to od kilku ciastek raz na miesiąc nie umrę :P


Menu na dziś:

I śniadanie:

- 40 g płatków otrębowych z orzechami, nasionami, suszonymi bananami i żurawinami oraz dwiema łyżkami jogurtu i łyżeczką otrębów, około 240 kcal,

II śniadanie:

- jabłko zielone, około 60 kcal,

Obiad:

- około 100 g polędwicy wieprzowej grillowanej, około 130 kcal,
- marynata do mięsa: czosnek, cebula, papryczka chilli, łyżka sosu sojowego, łyżeczka oleju, łyżeczka papryki czerwonej mielonej, około 80 kcal,
- 100 g fasoli czerwonej, około 80 kcal,
- 2 szaszłyki paprykowo-cukiniowo-cebulowe z przyprawą do grilla, około 30 kcal.

Mięsko leżakowało się całą noc w marynacie.
Warzywka umyte, oprawione, pokrojone. Nic tylko nabijać :)

Szaszłyki posypałam przyprawą do grilla i spryskałam delikatnie olejem rzepakowym. Usmażyłam na patelni grillowej.

'Przypałętana' fasolka czerwona :)

Mięsko grillowałam około 15 minut, ale do zrobienia szaszłyków zostawiłam w grillu, żeby trzymało ciepło.

Prawda, że apetycznie wygląda?


Podano do stołu :)


Podwieczorek:

- marchewka, około 40 kcal,

Kolacja:

- odżywka, 120 kcal.



Obiad dziś był przepyszny, połączenie tego wszystkiego smakowało genialnie! Wrócę do tego dania i będę wracać regularnie :)


Jutro Wielki Piątek, więc będzie w miarę postnie. Największą ochotę bym miała na wodę śledziową, ale Ala ani TŻ śledzi, a co dopiero wody z nich nie lubią, więc w roli głównej jutro wystąpią jajka :)


A poza tym, chcę już do Polski... Wiem, że z każdym dniem jest bliżej do powrotu do domu, ale gdybym tylko mogła to jakoś przyspieszyć... Niestety, nie mogę :( Ale wytrzymam :) To tylko rok. Ludzie czekają na powrót to domu latami, a Nam został rok. Będzie dobrze ^^



Tym optymistycznym akcentem, żegnam się z Wami. Do jutra :*


Ania.


P.S. Pamiętajcie o treningu :)

środa, 27 marca 2013

Okoń morski.

Witam Was serdecznie :)

Jak się macie? Jak Wam idą przygotowania do Świąt? U mnie w porządku, lista zakupów świątecznych coraz krótsza. Na całe szczęście można tutaj dostać polskie produkty, bo gdybym miała jadać to co rdzenni mieszkańcy Wysp, nie zgubiłabym ani kilograma, a nawet otrzymałabym ich z nawiązką :P

Turbo Fire zaliczony, przysiady też, niestety nie kręciłam hula, bo nie jestem aż taką masochistką, ale dziś też spróbuję. Środa to dzień wolny od TF, więc lecę biegać, około 30 minut, bo ma być mróz wieczorem :/ Ech, ta pogoda...

Jak u Was dziś z menu sprawy się mają? U mnie smacznie i niskokalorycznie jak zwykle :) Dzisiaj na obiad był okoń morski z piekarnika i purée brokułowo-kalafiorowe z czosnkiem i cebulką.

Ale po kolei:

I śniadanie:

- woda z cytryną, herbata zielona,
- 200 g serka wiejskiego o obniżonej zawartości tłuszczu z cebulką i pieprzem, około 180 kcal,

II śniadanie:

- woda z cytryną, herbata czerwona,
- małe jabłko zielone, około 50 kcal,

Obiad:

- woda z cytryną, herbata zielona,
- okoń morski, 280 g z ościami i skórą, około 300 kcal, bez ości i skóry około 230 kcal,
- purée: brokuł, kalafior, ząbek czosnku, mała cebulka, łyżka mleka, pół łyżeczki masła śmietankowego, 1 serek topiony light, wszystko około 130 kcal.

Rybkę wczoraj pozbawiłam głowy, wymyłam, osuszyłam i zamarynowałam na noc w pieprzu i cytrynie.
Mamy wszystko więc...

...brokuł i kalafior dzielimy na różyczki i myjemy zimną wodą.

Wkładamy warzywka do parowaru i nastawiamy na 20 minut. Nie solimy.

Cebulkę kroimy dość drobno, a czosnek obieramy. Mój juz jest w prasce ;)


Rybę układamy na folii i zawijamy, zostawiając miejsce na odprowadzanie pary. Ach, dodałam do środka ryby po szczypcie świeżego koperku.

W tym czasie możemy zblendować warzywa z mlekiem, masłem, serem i pieprzem. Wychodzi dość czosnkowo ;)

smacznego! Rybka pyszna, delikatna, idealnie łagodziła czosnkowe purée :)



Podwieczorek:

- woda, herbata pokrzywowa,
- pół ogórka zielonego, około 25 kcal.

Kolacja:

- odżywka, 120 kcal.


Powiem tak - purée nie przypadło ani mi, ani TŻ'towi do gustu. Jeśli jeszcze kiedykolwiek do niego wrócę, to coś w nim zmienię. Jutro mięsko, tym razem polędwiczka wieprzowa, bo dorwałam dziś na promocji, ale jak ją przyrządzę i z czym zjem, aby za bardzo nie siadło na bioderkach, opowiem Wam jutro.

Tymczasem zmykam :)


Ania.

wtorek, 26 marca 2013

Piersi...mmmniam :)

Dzień Dobry znowu! :)


Jeden post już jest - jeszcze ciepły - teraz standardowo menu. Dziś u Grzeniów zjadłam kilka paluszków Juniorków - uwielbiam je, są takie słodziutkie... Nie zaszkodzą z pewnością, ba, już je pewnie spaliłam :P

A jak dziś u mnie w grafiku? Tak oto:

I śniadanie:

- herbata zielona i woda z cytryną,
- ryż brązowy z wczoraj, posmażony na suchej patelni, z jajkiem, przyprawiony solą, około 210kcal.

II śniadanie:

- herbata u Grzeniów - zielona z grapefruit'em,
- około 30 g paluszków, ok. 110 kcal,
- czerwony grapefruit, około 100 kcal,

Obiad:

- herbata zielona i szklanka wody z cytryną,
- 150 gram piersi z kurczaka, około 150 kcal,
- 3 szparagi, około 15 kcal,
- 120 g kuskusu z curry, około 160 kcal,
- surówka: mieszanka sałat - dwie garści, 45 g czarnych oliwek, około 70 kcal,
- sos do sałatki - olej rzepakowy, czosnek, woda, ocet jabłkowy, przyprawy, około 70 kcal.


Wszystko przygotowane - wykałaczek nie użyłam, w idei były rolady, a wyszło co wyszło...

Piersi przecięłam w środku i rozłożyłam na desce. Popieprzyłam, pochilliowałam, poczosnkowałam i włożyłam 3 niewielkie, przekrojone na pół szparagi. Miałam zawijać, ale się nie dało. Więc zawinęłam w folię przezroczystą :)


Ułożyłam na tackę i nastawiłam parowar na pół godziny. Teraz nadszedł czas, na kuskus.



Nasypałam do 'swoich kubeczków' po 20 g i przyprawiłam curry. Mój TŻ nie lubi curry. Jemu nasypałam więcej kaszki. Zalałam wrzątkiem, a przed podaniem wstawiłam na chwilę na parowar.
10 minut przed końcem zdjęłam folię z roladek i posypałam je z wierzchu pieprzem i jakąś mieszanką z młynka. Czas na zieleninkę!

Nic prostszego. Sałata - uwielbiam rukolę ^^ Oliwki. Dressing ba bazie oleju, octu i wody. Sypałam co miałam pod ręką i dodałam ząbek czosnku.
A oto efekt końcowy. Smakowało bosko. Porcja w sam raz, na małym talerzu. Na pewno na stałe zagości w moim menu :)


Podwieczorek:

- woda z cytryną, herbata czerwona,
- jabłko, około 70 kcal.

Kolacja:

- woda z cytryną, herbata pokrzywowo-miętowa,
- odżywka Promax, 120 kcal.


Obiadek był meeeega :D Jutro znowu ryba - tym razem z piekarnika w folii :)


I oczywiście melduję, że zarówno hula-hop, Turbo Fire, jak i Squat Challenge zaliczyłam!  :D Położyłam się spać przed 1, ale warto było. Dziś dzień drugi, 40 minut z Szaliną, 20 minut hula - bolą boczki trochę - i 55 przysiadów. Jak mówi kolega Mojej Ali z tv:
- Drużyno, damy radę?
- Tak! DA-MY RA-DĘ! :D


3majcie się cieplutko Wszyscy :) Widzimy się jutro :)


Wasza Ania ♥

P.S. Jeżeli Macie jakieś specjalne życzenia, prośby, pytania, związane z jedzeniem bądź czymkolwiek innym, chętnie odpowiem :)

Tradycyjnie w wersji light - Wielkanoc tuż tuż!

Witajcie Ludziki :)

Jak wczoraj zapowiedziałam, dziś będą dwa posty - a to jest pierwszy z nich. Jako, że idą Święta Wielkanocne, a tradycyjne przysmaki świąteczne nie grzeszą niską zawartością złośliwych tłuszczów i kalorii, choć smaczne są niezmiernie, postanowiłam poszperać w poszukiwaniu równie smacznych, aczkolwiek o wiele mniej kalorycznych przepisów. Oczywiście koszyczek tradycyjnie - kiełbaska, chlebuś, masełko itd. Ale wystarczy maleńki kęs wszystkich smakołyków, na tzw 'spróbówkę'. I obowiązkowo przed śniadankiem Wielkanocnym szklaneczka wody i herbatka. Swoją drogą - chyba sobie poszukam sokowirówki. Pyszne, świeże szoczki na śniadanko to jest to! :)

Ale do rzeczy - oto co dla Was i dla siebie znalazłam, jako alternatywa dla tradycji. Przepisy trochę zmodyfikowałam po swojemu:)


Barszcz Biały:
Barszcz biały to obowiązkowa zupa na wielkanocnym stole. Swój wyborny smak zawdzięcza mięsnemu wywarowi, na którym jest przygotowywana. Niestety kiełbasa, boczek, a do tego śmietana czynią barszcz biały  dosyć kalorycznym. Poniżej przedstawiam propozycję przygotowania lżejszej wersji tej świątecznej zupy:
Składniki:
- 3 marchewki
- korzeń pietruszki
- majeranek
- 1 cebula
- 2 liście laurowe
- 2 ziela angielskie
- sól, pieprz
- seler
- czosnek,
- zakwas pszenny,
- jogurt naturalny,
- bulion mięsny w kostce,
- chrzan świeżo utarty lub ze słoiczka.

Sposób przygotowania:

Do garnka wlewamy wodę (ok. 2 l), wrzucamy do niego lisćie laurowe i ziele angielskie, lekko solimy wodę i doprowadzamy do wrzenia. Następnie do garnka wrzucamy obrany korzeń pietruszki, marchewki, cebulę i seler. Zmniejszamy ogień i gotujemy barszczyk przez ok. 30 min., dodajemy bulion mięsny w kostce i mieszamy. Włewamy około pół szklanki zakwasu, lub zamiast zakwasu ocet bądź cytrynę i przeciskamy dwa ząbki czosnku przez raskę. Zamiast śmietany do zabielenia barszczyku możemy użyć jogurtu  naturalnego, który mieszamy w osobnym naczyniu z ostudzonym barszczem. Wielkanocny barszcz bialy w wersji light posypujemy majerankiem, można indywidualnia, na talerzu doprawić chrzanem. Oczywiście podajemy z jajem :P Wielkanocnym, rzecz jasna ;)

Ja dodam maleńki paseczek boczku przesmażonego na patelni i kabanosa drobiowego. W końcu święta to święta :P


Babka wielkanocna w wersji light

Składniki:
- 4 jajka,
- 2 łyżki skrobii/mąki kukurydzanej,
- 2 łyżki zmielonych otrąb,
- 150g jogurtu naturalnego,
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia,
- 2,5 lyzki miodu, lub słodzik dietetyczny,
- rodzynki lub inne suszone owoce,
- 2 łyżki kakao,
- olejki aromatyczne - ja je uwilbiam, kilka kropli na pewno dodam :)

Sposób przygotowania:
Białka ubić na sztywno, dodać do nich miód i wciąż ubijać.  Następnie dodać żółtka i dalej ubijać. Wymieszać mąkę i otręby razem z proszkiem do pieczenia, dodać je do białek. Na końcu dodać jogurt i uprzednio namoczone w goracej wodzie suszone owoce. 2/3 masy wylać do formy. Do reszty dodać kakao i dolać do foremki.

Piec w piekarniku nagrzanym do 160 st około 30 min.


Mazurek migdałowy w wersji light - bez polewy, ale z owocami.

Składniki:
- 45 dag migdałów bez skórki
- 40 dag cukru, lub słodzik dietetyczny,
- cukier migdałowy
- 3 krople olejku migdałowego
- 2-3 białka
- mąka pełnoziarnista
- masło

Sposób przygotowania:

2/3 migdałów zmiel w maszynce i utrzyj z połową cukru. Pozostałe migdały grubo posiekaj. Do mielonych migdałów z cukrem dodaj białka i olejek migdałowy.

Mieszaj tak długo, aż powstanie gęsta masa. Masę wylej na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia. Wstaw do piekarnika i piecz ok. 40 min w 180 st., aż ciasto nabierze złotobrązowego koloru i stwardnieje.

Do dekoracji, zamiast bardzo kalorycznej karmelowej polewy, użyj świeżych owoców lub zmielonych migdałów.


Niedzielny, lekki indyk.

Pieczona pierś z indyka z jabłkami

Składniki:
- 1 podwójna pierś z indyka,
- 2-3 jabłka,
- olej rzepakowy,
- łyżka masła,
- przyprawy: pieprz, pietruszka, majeranek, vegeta i co chcecie, tylko nie sól ;)

Sposób przygotowania:

W miseczce mieszamy olej z dużą ilością przypraw i pieprzem. Odstawiamy na 15 minut do lodówki. Następnie ziołową miksturą nacieramy pierś z indyka i znów odstawiamy, tym razem na ok. 2 godziny. Indyka wkładamy do brytfanki/naczynia żaroodpornego, pierś nacieramy masłem. Pieczeń wkładamy do piekarnika nagrzanego do ok. 180 stopni na ok. 1 godzinę, co jakiś czas podlewając indyka sosem własnym.


Jeśli chodzi o sałatki, to tutaj niech zadziała Wasza inwencja twórcza - jednak podpowiem, że najlepsze będą te 'świeże', nie z gotowanych warzyw. Można zrobić grecką z fetą light - Favita ma wg mnie najlepszy. Można również zrobić z tuńczykiem, korniszonem i kukurydzą pamiętając, by tuńczyk był w sosie własnym, albo w wodzie lub zalewie. Można także zrobić sałatkę z makaronu razowego, szynki drobiowej, ogórka zielonego, cebuli czerwonej i papryki. Propozycji jest wiele, ważne by nie dodawać soli - w każdym razie, nie za dużo - oraz majonezu, a jeśli już musicie, oto mój sprawdzony i pyszny przepis na majonez w wersji ultralight:

- jogurt naturalny odtłuszczony - około 300 g,
- żółtko,
- łyżeczka musztardy - ja daję francuską albo dijon,
- łyżeczka soku z cytryny lub octu jabłkowego,
- pół łyżeczki cukru,
- odrobina soli morskiej,
- kilka kropel oleju rzepakowego,
- można zrobić smakowy, bądź zwykły, ja czasem dodaję naprzemian: curry, chilli, czosnek, zioła prowansalskie itp :)

Do pojemnika wrzucamy żółtko, dodajemy musztardę, cytrynę lub ocet, sól, cukier. Miksujemy, blendujemy lub co tam chcecie i co macie. Później powoli wlewamy jogurt wymieszany z około pół łyżeczki oleju. Miksujemy na gładką masę. Przyprawy dodajemy na końcu - jeśli chcecie, oczywiście.


A jak zrobić domowym sposobem sosy sałatkowe Knorr? Do szklanki wlewamy łyżkę oleju rzepakowego, 3 łyżki wody, łyżeczkę soku z cytryny bądź octu jabłkowego, dodajemy jakie chcemy zioła i przyprawy, mieszamy i mamy pyszny dressing :) Można dodawać musztardę, jogurt, miód, co chcemy :) Gwarantuję, że zawsze będzie pyszny! A możliwości jest nieskończenie wiele.

To chyba by było na tyle, jeśli chodzi o odchudzone święta. Pamiętajcie o aktywności fizycznej i umiarze. Świąteczne spotkania rodzinne często kojarzą nam się z alkoholem. Czasem można, owszem, ale tutaj szczególnie trzeba panować nad ilością, bo od alko rośnie brzuszek, a tego byśmy nie chcięli.


Tymczasem żegnam się z Wami - lecę pisać drugiego posta ;)


Do 'zobaczenia' - Ania :*

poniedziałek, 25 marca 2013

Jest moc!

Witajcie Kochani!

Jesteście naprawdę Kochani. Dziękuję Wam za wszystkie miłe słowa. Cieszę się, że mogę Wam pomóc. Cieszę się, że ktokolwiek tutaj wchodzi po pomoc. Ja nie znalazłam na początku takiej pomocy... Szukałam, ale trafiałam na jakieś fake'owe świadectwa osób po cudownych tabletkach, cudownych dietach itp, itd. Postanowiłam więc opisać moją historię, która jest w 100 % prawdziwa :) Dziękuję Wam, dajecie mi więcej siły niż się spodziewałam :*

A tak poza tym, jak mija ukochany przez wszystkich poniedziałeczek? :P U mnie wybornie. I smacznie :) Mam już za sobą śniadanko, spacerek i przekąskę, obiad przygotowany, wystarczy włączyć przycisk na parowarze, suróweczka w lodówce się 'przegryza'. No po prostu żyć nie umierać :D

Oto obiecany jadłospis na dzisiaj:

I śniadanie:

- szklanka wody z cytryną, herbata czerwona,
- 30 g płatków otrębowych - tutaj na to mówią 'bran flakes' - wymieszanych z nasionami słonecznika, sezamem, orzeszkami pini i pestkami dyni oraz suszonymi bananami, około 160 kcal,
- 125 g odtłuszczonego jogurtu naturalnego, około 80 kcal,
- łyżeczka otrębów owsianych, około 25 kcal,
- jajko na miękko, około 70 kcal.

II śniadanie:

- szklanka wody z cytryną, herbata zielona,
- jabłko, około 70 kcal,
- malutka marchewka, około 20 kcal.

Obiad:

- szklanka wody z cytryną, herbata zielona,
- 150 g dorsza na parze, z czosnkiem i przyprawami, około 160 kcal,
- 120 g ryżu brązowego Basmati, ugotowanego na parze, około 140 kcal,
- surówka z marchwi, pół główki małej kapusty czerwonej, mały por, z sosem na bazie octu i oleju rzepakowego, z przyprawami, łącznie około 250 kcal.


 Do dzieła! Mam wszystko, po drodze się jeszcze marchewka przypałętała do surówki, więc jej nie ma na zdjęciu.
 Do kubeczków wsypuję po 30 g brązowego ryżu Basmati i...
 ...zalewam 70 ml gorącej wody. Później wkładam do drugiego koszyczka - są trzy - nie przykrywając kubeczków pokrywkami.
 Dorsza dwa kawałki, bo dla dwojga, oba po około 150 g. W przepisie jest mowa o jednym.
 Rybka przyprawiona - cytrynka, pieprz z młynka, ząbek czosnku przeciśnięty i rozsmarowany, chilli, piri-piri oraz przyprawa do ryb.
 Suróweczka ze spontaniczną marcheweczką :) palec krwawił :/ A sos? Łyżka oleju rzepakowego, łyżka octu jabłkowego, bazylia, oregano, pieprz czarny, pieprz cayenne, ząbek czosnku.
 Niech się 'gryzie'!
Wszystko wstawione, czeka na swoją porę. Ryż trzeba gotować dłużej, więc około 10 minut przed ugotowaniem ryżu, wrzucę na dół rybę.

A oto efekt końcowy - oczywiście na małym talerzu ;)


Jeżeli nie macie parowaru, wszystko można ugotować na sitku lub durszlaku w garnku z wodą. A ryż lub kaszę normalnie w wodzie i najlepiej nie w torebkach tylko sypkie, tak, żeby odparować całą wodę.

Podwieczorek:

- woda z cytryną, pokrzywa z miętą,
- duża marchewka, około 40 kcal.

Kolacja:

- odżywka białkowa Promax, 120 kcal w 30 g proszku, rozmieszana z 150 ml wody.

Oczywiście w międzyczasie wypijam jeszcze około 2 litry wody. I niczego nie posoliłam ani szczyptą soli. A na kolację wypiję odżywkę, bo przy wprowadzeniu ostrzejszego treningu, trochę więcej białka się przyda.

Chciałam Wam też dzisiaj powiedzieć, z czego korzystam podczas układania diety. Otóż mam kilka tabelek kalorii, androidową aplikację FatSecret, bardzo fajna. Jeżeli np w tabeli jest podana kaloryczność na 100 g, to wtedy korzystam z matematyki i wzoru na obliczenie x metodą na krzyż :) Dziękuję Pani Wróbel ;)

Polecam z czystym sumienie stronę www.ilewazy.pl . Jest masa produktów, dokładnie opisanych ze zdjęciami. Korzystam także z przepisów zamieszczonych w sieci, czasem je zmieniam, czasem nie, wymyślam też własne, tzw, 'garnuszki śmieciuszki'. Jakiś czas temu kupiłam też sławną dietę 3D Chilli. Jak będę mieć mniej czasu i weny, podkradnę cośkolwiek :P

W poście o żywieniu, zapomniałam wymienić roślin strączkowych, groszki, fasolki i inne szparagi :) Są bogate w błonnik i mozna z nich robić dosłownie wszystko, pasztety, kotlety, zupy i suflety. Tak, nie czuję gdy rymuję :P

Żeby mi nie było nudno w kuchni, obiady mają swój własny harmonogram. 2 razy w tygodniu jest świeża ryba lub krewetki, 1 raz jest jakaś z puszki, ale w wodzie albo w zalewie octowej, bo tym olejom puszkowym nie ufam. Następnie 3 razy jest mięsko, kurczacze, bądź wołowe. W różnych wariantach, roladki, steki, pulpety, kotlety :D Jeden dzień zostawiam na tzw. zdrowy fast food, czyli mięsko na parze, tortilla lub coś takiego z mąki razowej albo otrębów, oczywiście domowej roboty, surówki, sosy na bazie jogurtu, sosy ze świeżych pomidorów z chilli itp.

Ale żeby nie było - grzeszę. Dziennie muszę, nosz muszę! - zjeść Werthers Original sztuk dwie! Muszę bo je uwielbiam, ale to tylko 50 kcal w obu :D

Rozmawiałam dziś z Przyjaciółką i Towarzyszką w gubieniu kilogramów, zapytała, czy będę z nią robić przez 30 dni przysiady. Pewnie że tak!!! I zachęcam wszystkich, poniżej załączam rozpiskę:


Ilość początkowo może przerażać, ale ważne to próbować i nie poddawać się!

Ja wieczorem przed treningiem zważę się, zmierzę od stóp do głów i zrobię zdjęcia. Będę je aktualizować co 3 tygodnie, prze cały czas Turbo Fire, a po 9 tygodniach, pokażę Wam efekty. Mam już kilka takich zdjęć i ilekroć na nie spoglądam, to wiem, że warto było. I że warto jest nadal walczyć, by nie zaprzepaścić tego, co osiągnęłam.

Codziennie też będę kręcić hula hop, wczoraj tylko po 10 minut w każdą stronę i ćwiczenia na brzuch, ale i tak jest dobrze. Cały dzień jestem w ruchu, więc tak czy siak spalam :)

Jak Ala zaśnie, pokręce hula po 10 min, a wieczorem kolejne 10 min w każdą stronę. Zaraz się biorę za dopracowanie jutrzejszego menu - jutro kurczaczek.

Pozdrawiam i życzę smacznego obiadku, cokolwiek macie na swoich talerzach :)

Wasza Ania ♥

P.S. Proszę, jak już tu będziecie, polubcie stronę tej niezwykle utalentowanej szesnastolatki. W końcu trzeba sobie pomagać, nie? ;) Oto link:  http://www.facebook.com/natka1320?ref=ts&fref=ts


niedziela, 24 marca 2013

Pracowita niedziela.

Cześć Wszystkim! :)

Weekend, weekend i po weekendzie... Wiosna zawitała jak widać na razie tylko w kalendarzu, bo za oknem pogoda świadczy o czymś innym, niestety... Na szczęście w domkach cieplutko, przytulnie i mam nadzieję zdrowo i aktywnie! Jak zapowiedziałam wczoraj, dziś oczyszczam się jabłuszkami i ziółkami. Robię tak raz na jakiś czas, aby pozbyć się nagromadzonych toksyn. Niektórzy uważają, że należy taką 'dietę jabłkową' stosować 3 dni. Ale mimo swoich plusów, jest oczywiste, że na samych jabłuszkach długo się nie pociągnie i organizm słabnie. Także ja 'jabłkuję' mniej więcej raz na miesiąc, po jeden dzień :)

Dziś mam bardzo dużo do zrobienia, a bardzo mało czasu. Muszę zaplanować cały przyszły tydzień. Ułożyć jadłospis, jako że lubię mieć wszystko rozpisane i ułatwia mi to też zadanie w sklepie. Dziennie przydzielam sobie 10 funtów na wyżywienie i inne wydatki dla dwojga dorosłych i dziecka, a jak wiadomo, dzieci są wybredne. Na szczęście, Moja Ala bardzo lubi potrawy przyrządzane na parze :)
Poza jadłospisem i listami zakupów, robię plan treningowy na najbliższe...9 tygodni. Tak, jak obiecałam, od jutra zaczynam na nowo przygodę z Szaloną Szaliną. Trening potrwa dokładnie 9 tygodni, z czego jedynie w środy jest dzień wolny od ćwiczeń. Ja wykorzystam go na bieganie. Jeżeli jest ktoś chętny, by podjąć razem ze mną wyzwanie, udzielę wszelkich informacji.
Wieczorkiem pokręcę sobie hula z 40 minut jak Mała zaśnie i poćwiczę brzuch również z Szaliną. Zejdzie mi pewnie do północy, później pod prysznic, balsamy, kremy, siusiu i spać :)

A tak wygląda dziś mój stół - zawalony lapkiem, książkami o 'parowarowej kuchni', tabelami kalorii itd. :) Zdradzę Wam, że jutro na obiad będzie ryba, ale co i jak, dowiecie się właśnie w jutrzejszym poście.
Tymczasem żegnam się z Wami, lecę dalej pisać, planować, układać i liczyć :)
Pozdrawiam - Anka.

sobota, 23 marca 2013

Sucha teoria, część III - ostatnia.

Witajcie :)

Jak Wam mija sobota? Pogoda ciągle bardziej przypomina zimę, nawet tutaj, na Wyspach, gdzie pada okrągły rok, od rana sypie śniegiem :/ Zmarzłyśmy z Alą niesamowicie. Ale w domku rozgrzała nas zupa ogórkowa z kalafiorem - mniam ^^

Co to ja dzisiaj chciałam... A! Dokończyć swoją opowieść. Było już o motywacji, było o żywieniu, a dziś opiszę Wam jakie ćwiczenia wykonywałam, jak często, z jakim zawzięciem i co mi było do nich potrzebne i dlaczego stwierdziłam, że właśnie...blog :)

Zacznę od ćwiczeń, które aby schudnąć, wykonywać trzeba. A są to świetnie nam znane, ćwiczenia aorobowe. Dlaczego piszę, że świetnie znane, choć nazwa jakoś nam sie z treningiem nie kojarzy - przynajmniej tym z nas, którzy swoją walke o piękną sylwetkę zaczynają i jeszcze za mało haseł wpisali do poczciwego wujaszka Google - gdyż to nic innego, jak bieganie, szybki spacer, Nordic Walking, jazda na rowerze czy pływanie. Trening aerobowy wziął swoją nazwę od tego, że podczas takiego wysiłku krew dostarcza do mięśni tak dużo tlenu, aby wystarczyło go do produkcji energii. Mięśnie dobrze dotlenione pobierają energię ze spalonych w czasie treningu tłuszczy oraz białek. Z tego też wzgędu, aeroby powinno się wykonywać długo i powoli, aby nie obciążać zbytnio mięśni. Najlepiej na poziomie od 55% do 85% naszego maksymalnego tętna. Skąd zatem dowiedzieć sie jakie jest nasze tętno maksymalne, jakie minimalne, a jakie optymalne do spalania? Można to obliczyć z wzoru, chociaż ta metoda jest raczej niedokładna. Wzór ten wygląda tak:
HRMax = 220 - wiek
Jednak przy tej metodzie mozna zawyżyć wynik nawet o 15 %. W Internecie jest cała masa kalkulatorów do obliczania tętna, ale powiem Wam co ja zrobiłam. Otóż...kupiłam pulsometr. Najprostszy, świetnej jakości i w dość przystępnej cenie. Mój pulsometr to Polar FT1 i naprawde chwalę sobie pod niebiosa :)

No i na początku biegania z pulsometrem tzw. zonk. Bo puls 140, a ja spaceruję... Dlaczego tak się dzieje? Z jednej prostej przyczyny - trzeba wyrobić sobie kondycje :) Najlepiej na początku wykonywać trening aorobowy na dolnej granicy tętna, określonej dla najlepszego spalania. Z czasem pobiegniesz szybciej. Chociaż rodzaje treningów aero są bardzo różnorodne, ja polecam bieganie :) próbowałam wszystkiego i przy codziennym, około trzydziestominutowym biegu, w dwa miesiące poszło 10 kg :)

W zasadzie jeśli by się uprzeć, to wystarczyłoby biegać dziennie około 1h i efekty i tak by były, ale ja wymyślałam i kombinowałam. Do A6W robiłam 4 podejścia, za każdym razem odpuściłam, z nudów po prostu... Ale nie mówię, że nie pomagały, bo pomaga każda aktywność fizyczna. Kupiłam sobie też hula-hop, najpierw zwykłe, zabawkowe, ale nie pokręciłam dłużej niz 3 sekundy i kupiłam duże, obciążone z masażerem. Bolało, ale kręciłam... Po jakimś czasie ciało się przyzwyczaja, ale lepiej na początku grubo się ubrać. Później znalazłam w promocji w TKMaxx hula bez masażu, ale dość ciężkie, bo ważyło 1,2 kg. Niestety zostało w Polsce i znów dorwałam inne, tym razem waży 2 kg. Pomaga, pomaga jak diabli, boczki znikają, brzuch się spłaszcza, wzmacniają się mięśnie skośne. Wystarczy kręcić codziennie, po 10 minut w prawo i 10 minut w lewo, a efekty będzie już widać po pierwszym tygodniu i to nie tylko pod postacią siniaków. Najważniejsze, to się nie poddawać!

A jako że mam pod opieką Moje Wszędobylskie Szczęście, nieźle się też muszę przy niej nagimnastykować. Do ćwiczeń należy też doliczyć porządki zakupy, nawet sen, bo organizm potrzebuje energii do najprostszych czynności.

Miałam też dwa podejścia do Turbo Fire z Szaloną Szaliną, tzn Chalene Johnson. Ćwiczenia świetne, jednak za każdym razem zawaliłam... A jako że teraz mamy sobotę, poniedziałek tuż tuż, stawiam sobie cel - zaliczyć plan początkowy Turbo Fire! To tylko 9 tygodni, po około godzinę dziennie, czasem krócej, czasem dłużej. Ktoś jeszcze chętny? Ja jestem jak najbardziej za :)

A dlaczego na wstępie wspomniałam, że prowadzenie bloga było mi potrzebne do czegokolwiek? Dlatego, że to motywuje. Ktoś tu czasem zagląda, mam nadzieję, że będzie Was coraz więcej i razem ze mną będziecie dążyć do celu.

Jutro będę się oczyszczać jabłuszkami i herbatką pokrzywową. A od poniedziałku będę się z Wami dzielić moimi pomysłami na wszelakie pychotki :)

Życzę miłej soboty mimo wszystko ♥

Wasza Ania.