piątek, 22 marca 2013

Sucha teoria, część I.

Witajcie w dniu dzisiejszym :)

Jak wspomniałam w tytule, dzisiejszy post, jak i kilka kolejnych, będzie dotyczył teoretycznego aspektu odchudzania. Według mnie te zasady można stosować w każdej dziedzinie życia, nie tylko jeśli chce się schuść :P

A więc - zaczynajmy!

1. Motywacja.

Nic nowego. Każdy dobrze wie o tym przecież, że potrzebny jest czasem porządny kop w dupe, aby ją ruszyć i zacząć cokolwiek zmieniać w swoim życiu. W moim przypadku było identycznie. Spojrzałam w lustro i powiedziałam sobie: 'O nie! Co to to nie!'. Szczerze mówiąc, bałam się najbardziej wakacji. Bo jakby to miało wyglądać. Moja Ala śliczna, szczuplutka, filigranowa Lala, a ja?! Mors w środku lata na plaży. Przyniosłabym jej tylko wstydu ogrom. A przecież mam dopiero 23 lata :/

Przede wszystkim TRZEBA W SIEBIE UWIERZYĆ i NIE WOLNO SIĘ PODDAWAĆ! Bez względu na wszystko i wszystkich. Ale tym stwierdzeniem Ameryki nie odkryłam, każdy o tym dobrze wie, teoretycznie, bo z zastosowaniem tego w praktyce różnie bywa :P

Więc z wagą około 83 kg poszperałam w Internecie w poszukiwaniu diety 'cud' (która oczywiście nie istnieje, bo nie można jeść samych jabłek np, aby schudnąć) i rezygnując z poszukiwać nieomal, wpadłam na pomysł diety 1000 kcal. Znalazłam tebele kalorii, pobrałam na telefon app'kę 'Fat Secret' no i do dzieła.

Kupiłam wagę, zaczęłam biegać - codziennie, czasem co drugi dzień, zależnie od pogody i kondycji. Trenowałam brzuch i po pierwszych dwóch miesiącach poszło 10 kg. Nie za wiele, jak na moje oczekiwania, ale tak naprawdę to był wielki krok naprzód i wtedy...

Waga stanęła. Ledwie co na tydzień pół kilo szło. Idea padła. Efekt jojo. Motywacji brak.
Ale na opamiętanie, jak grom z jasnego nieba, otrzymałam informację o przyjeździe przyjaciół, z którymi w kwietniu bawiłam się na weselu. Miałam wtedy około 80 kg. I znowu schudłam do 69. Znajomi gratulowali zmian, podziwiali efekty (nie wiem czy szczerze, nie jestem w stanie tego ocenić) i to było dodatkowym kopem :)

Bo bądź co bądź efekty widoczne były. W lustrze widziałam, że moje ciało się zmienia.
Aby walczyć z jeszcze większymi chęciami, na Facebook'u opisywałam osiągnięcia, aby jak najwięcej osób wiedziało. To taki trik - powiedz jak największej ilości ludzi dookoła o swoich postanowieniach, a starasz się bardziej, bo nie chcesz, aby później mówiono, że rzucasz słowa na wiatr. Miały być rybki, a jest samo akwarium, w dodatku przecieka.

Warto też wyznaczać małe cele, po osiągnieciu który dajemy sobie nagrody. To zawsze zwiększa motywację. Na mnie podziałało jak płachta na byka :D

To chyba tyle jeśli chodzi o mnie, otaczało mnie wielu ludzi, którzy wierzyli we mnie, ale i wielu takich, którzy wyśmiewali. Najważniejsze, to się nie poddać! Jeśli się już upadnie, podnosić sie i walczyć z jeszcze większym zawzięciem!


Mamy marzec, więc sporo czasu do wakacji. Ja już mam swoje wakacyjne postanowienie, jestem maksymalnie zmobilizowana! Aktualnie ważę 54 kg. Mam 173 cm wzrostu, czyli według BMI ważę za mało, ale...mam jeszcze sporo tłuszczyku na brzuchu do spalenia. Ciągle jem poniżej 1000 kcal dziennie, ale o mojej diecie i nawykach żywieniowych, które musiałam zmienić całkowicie, w jutrzejszym poście, bo teraz Obowiążczyni Moja wzywa :)

Jeżeli Macie jakieś pytania, śmiało pytajcie, odpowiem na (prawie) wszystkie, jeżeli tylko będę znała na nie odpowiedź :)

Pozdrawiam z nadzieją, że komuś pomogę :)

Ciao :*

4 komentarze:

  1. hej. wydaje mi się że 1000 a nawet mniej kalorii dziennie to średnio zdrowo. Ja również postanowiłam jakiś miesiąc temu zrzucić pare kilogramów i w zasadzie rezygnując tylko z pieczywa, masła i po prostu jedząc zdrowiej straciłam juz 5kg. znalazlam na tej stronie http://kuchnia.wp.pl/zyj-zdrowo/health/705/1/1/ile-kalorii-potrzebujesz-.html takie zdanie " kobietom w przedziale wiekowym 19-25 lat zaleca się 1950 - 2600 kcal dziennego spożycia. Starsze, w wieku 26-60 lat powinny zapewnić sobie dziennie 2100 - 2450 kcal. Kobiety powyżej sześćdziesiątki mają obniżone zapotrzebowanie do 1850 - 2250" i wydaje mi się że tak jest najzdrowiej. i tu też jest licznik z którego wynika że koło 2000 jest najzdrowiej i zdecydowanie się nie tyje.
    Jestem bardzo ciekawa dalszych wpisów mimo tego że do końca nie zgadzam się z Twoimi metodami. Będę zaglądać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy ma swój złoty środek :) ja zmieniłam całkowicie nawyki żywieniowe. I niedługo będę zwiększać bilans kaloryczny, ale na wszystko potrzeba czasu :)
      Pozdrawiam i serdecznie zapraszam znowu :)

      Usuń
  2. Ależ Ty Aneczka motywujesz, w jednej minucie człowiek jest gotowy stanąć na wadze (albo ją dopiero kupić), obliczyć BMI, postawić cel, wyznaczyć kroki i iść naprzód.. Myślę, że właśnie o to chodzi, aby nie schudnąć, a przejść na dietę, poznać swoje ciało, swój organizm.. I wydaje mi się, że Ty to właśnie zrobiłaś, zmieniłaś warunki i przeszłaś na zdrowy styl życia.. Dlatego wydaje mi się, ze tak łatwo będzie Ci teraz utrzymać wyniki swojej ciężkiej pracy.. Gratuluję i czekam na więcej.. gosia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tym będzie mowa w jutrzejszym poście :)
      Dzięki Gosiu :*

      Usuń